Strange life

Bardzo dziwnie ostatnimi czasy się czuję. Jakby odrzucony. Tylko przez kogo? Moja dysertacja jest w toku, choć ktoś kto ma robić ją ze mną (tzw. praca zespołowa) z tego co widzę w ogóle się nie interesuje tym.

Poza tym niektórym ludziom wydaje się, że tylko oni są zmęczeni, zajęci i w ogóle - najważniejsi. To było wczoraj. Dziś rano usłyszałem ciche i niejednoznaczne słowo “przepraszam”. Ale to jakby nie to.

Jeśli chodzi o najbliższe mi osoby - nie mają czasu. Studiują. Dużo. A na domiar złego choroba dokucza. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i szczerze trzymam kciuki za to.
Odnośnie dumy. Jeśli ktoś mi mówi, że nie ma jeszcze z czego być dumnym. Otóż nie. Zawsze jest z czego być dumnym. “Zadowolenie i satysfakcja z własnych lub czyichś osiągnięć”. I właśnie najbardziej jestem zadowolony z osiągnięć tej najbliższej mi osoby. “Żonki”. Jej podstawowym osiągnięciem jest zrozumienie okazane mi w chwilach trudnych, a tych ostatnio nie brakuje. Są też inne osiągnięcia. Czy zdany egzamin na prawo jazdy nie jest osiągnięciem? Jest. Czy podjęcie kolejnych studiów nie jest osiągnięciem? Jest. Przechodzenie przez życie wymaga stawiania sobie trudnych wyzwań. Nasza bliskość to też trudne wyzwanie. Wymaga wiele. Ale daje jeszcze więcej.

Idzie jesień. Miesiąc smutku i zadumy. Gdzie ludzie mijają siebie i nie zwracają uwagi na siebie nawzajem. Na ulicach jest mało uśmiechu i koloru. Nie zmienię tego. Ale choć bliskim mogę podarować słońce.

Zostaw komentarz